Czym jest projektowanie biofiliczne?

Natura we wnętrzu to znacznie więcej niż rośliny

Kiedy mówimy o projektowaniu biofilicznym, pierwszym skojarzeniem często są rośliny. Zielona ściana, duża monstera w salonie, drewno, naturalne kolory. I oczywiście wszystkie te elementy mogą być częścią biofilicznego wnętrza, ale sama idea sięga znacznie głębiej.

Projektowanie biofiliczne (biophilic design) to sposób projektowania przestrzeni wynikający z naszej potrzeby kontaktu z naturą i z właściwościami naturalnego środowiska, w którym człowiek rozwijał się przez tysiące lat. Nie chodzi więc wyłącznie o to, co widzimy. Znaczenie mają również światło, materiały, formy, dźwięki, przepływ powietrza, zmienność bodźców, widok, możliwość schronienia czy sposób, w jaki całym ciałem doświadczamy przestrzeni.

Dlatego lubię mówić o projektowaniu biofilicznym właśnie w ten sposób:

Projektowanie biofiliczne nie polega na dekorowaniu przestrzeni naturą, lecz na odtwarzaniu w niej tych cech naturalnego środowiska, z którymi człowiek pozostawał w relacji przez tysiące lat — poprzez światło, formę, materiał, zmysły i kontakt z naturą tworzymy przestrzeń, która może wspierać regulację układu nerwowego i pomagać człowiekowi powracać do równowagi.

Dlaczego natura ma dla nas tak duże znaczenie?

Człowiek nie wyewoluował w białym, zamkniętym pomieszczeniu, przy sztucznym świetle, gładkich powierzchniach i jednostajnym szumie urządzeń. Przez zdecydowaną większość naszej historii funkcjonowaliśmy w środowisku naturalnym — pełnym światła i cienia, zmienności, nieregularności, organicznych form, ruchu, dźwięków, zapachów i różnych faktur.

Dziś większość życia spędzamy we wnętrzach, ale nasza biologia nie zmieniła się równie szybko jak środowisko, które dla siebie stworzyliśmy. I właśnie w tym miejscu projektowanie biofiliczne staje się czymś znacznie ważniejszym niż trend estetyczny.

Jednym z najbardziej znanych badań pokazujących znaczenie kontaktu z naturą jest badanie Rogera Ulricha opublikowane w „Science” w 1984 roku. Pacjenci po operacji, których okna wychodziły na drzewa, w porównaniu z pacjentami patrzącymi na ceglaną ścianę mieli krótsze pobyty pooperacyjne, otrzymywali mniej negatywnych ocen w notatkach pielęgniarskich i przyjmowali mniej silnych leków przeciwbólowych.

To jedno z badań, które rozpoczęły znacznie szerszą dyskusję o tym, że środowisko, w którym przebywamy, nie jest neutralnym tłem dla naszego życia.

Projektowanie biofiliczne to nie tylko rośliny

To chyba najważniejsza rzecz, którą warto zapamiętać.

W znanym frameworku 14 Patterns of Biophilic Design Williama Browninga, Catherine Ryan i Josepha Clancy’ego rozwiązania biofiliczne zostały podzielone na trzy główne obszary: bezpośrednie doświadczenie natury (Nature in the Space), naturalne analogie (Natural Analogues) oraz sposób organizowania samej przestrzeni (Nature of the Space).

Dlatego biofiliczne może być nie tylko wnętrze pełne zieleni. 

Może nim być przestrzeń, w której wykorzystujemy naturalne, dynamiczne światło, materiały takie jak drewno czy kamień, organiczne i biomorficzne formy, obecność lub dźwięk wody, kontakt wzrokowy z naturą, naturalną zmienność bodźców, ale również odpowiednio budujemy relację pomiędzy otwartą perspektywą a poczuciem schronienia.

I właśnie ten ostatni element jest szczególnie ciekawy. Czasami przestrzeń działa na nas dobrze nie dlatego, że widzimy w niej choć jedną roślinę, ale dlatego, że jednocześnie daje nam możliwość obserwowania otoczenia i poczucie, że sami jesteśmy chronieni. To mechanizmy znacznie starsze niż współczesna architektura.

Projektujemy nie tylko to, co człowiek widzi

W swojej pracy nad Design for Wellbeing patrzę na biofilię również przez pryzmat sensoryki, neuroarchitektury i neuroestetyki. Bo wnętrza odbieramy nie tylko oczami.

Słyszymy je. Dotykamy ich. Czujemy temperaturę, ruch powietrza, fakturę materiałów i zapach. Nasz mózg nieustannie zbiera informacje o otoczeniu i ocenia je, często zanim świadomie zaczniemy zastanawiać się, czy dane miejsce nam się podoba.

Dlatego projektowanie biofiliczne jest dla mnie przede wszystkim projektowaniem relacji pomiędzy człowiekiem a środowiskiem.

Nie chodzi o to, żeby każde wnętrze zamienić w dżunglę. Chodzi o to, żeby przypomnieć sobie, dla kogo właściwie projektujemy — i że piękna przestrzeń może robić znacznie więcej niż tylko dobrze wyglądać.

Może być przestrzenią, w której po prostu lepiej nam się żyje.