Czym naprawdę jest projektowanie wspierające dobrostan i psychologia przestrzeni? Dowiedz się, jak neuroarchitektura, neuroestetyka i projektowanie biofiliczne wpływają na nasz układ nerwowy i codzienne samopoczucie. Poznaj podejście Design for wellbeing.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś wejść do luksusowego, perfekcyjnie wykończonego wnętrza i zamiast upragnionego relaksu poczuć subtelne, trudne do wyjaśnienia napięcie? Nasze ciało reaguje na otoczenie znacznie szybciej niż nasz umysł. Projektowanie wspierające dobrostan to nie chwilowy trend czy kwestia czystej estetyki – to poparta nauką sztuka tworzenia przestrzeni, które realnie nas wspierają. Neuroarchitektura, neuroestetyka, projektowanie biofiliczne, sensoryczne czy psychologia przestrzeni to pojęcia, które próbują nazwać tę samą, fundamentalną potrzebę człowieka. Odkryj, jak podejście Design for wellbeing i świadomie ukształtowane środowisko mogą stać się Twoim codziennym narzędziem do regulacji układu nerwowego i redukcji stresu.
Jak naprawdę odbieramy przestrzeń? Ciało wie pierwsze
Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy naprawdę zaczęłam się nad tym zastanawiać. Nie był to wcale moment związany z analizą aktualnych trendów, stylów czy palet kolorystycznych. To było bardzo subtelne, intuicyjne doświadczenie, które pojawiało się we mnie podczas wchodzenia do różnych miejsc.
Z jednej strony trafiałam na wnętrza, które na papierze wydawały się perfekcyjne – dopracowane w każdym detalu, zgodne z najnowszymi kanonami designu. A jednak coś w nich sprawiało, że nie potrafiłam się rozluźnić. Z drugiej strony bywałam w miejscach znacznie prostszych, mniej „idealnych”, które niemal natychmiast wprowadzały mnie w stan głębokiego spokoju. To tak, jakby ciało wysyłało sygnał o bezpieczeństwie i harmonii, zanim umysł zdążył go racjonalnie nazwać.
Właśnie z tej obserwacji zrodziło się moje zainteresowanie dziedzinami, które dziś funkcjonują równolegle w świecie architektury i designu. Kiedy zestawiłam je wszystkie razem na jednym slajdzie, uświadomiłam sobie, że nie patrzę na chaos pojęciowy. To był wyraźny sygnał: różne dyscypliny naukowe i projektowe próbują opisać dokładnie tę samą, podstawową potrzebę ludzką – pragnienie bezpiecznej, regenerującej i przyjaznej przestrzeni.

Neuroarchitektura, biofilia i psychologia przestrzeni – dlaczego trudno o jedną definicję?
To pytanie o definicje wracało do mnie wielokrotnie również podczas Neurodesign Forum. Temat ten pojawiał się tam w różnych kontekstach, a padające odpowiedzi wcale nie prowadziły do jednego wspólnego mianownika. Pokazywały raczej, jak niezwykle szerokie, wielowymiarowe i fascynujące jest to zagadnienie.
- Jedni uczestnicy forum skupiali się na pracy mózgu i procesach poznawczych (neurodesign i neuroarchitektura).
- Inni koncentrowali się na emocjach, zmysłach i doświadczeniu estetycznym (neuroestetyka oraz projektowanie sensoryczne).
- Jeszcze inni wskazywali na naszą biologiczną relację z naturą (projektowanie biofiliczne) lub na aspekty zdrowotne i regeneracyjne (projektowanie salutogenne).
Każda z tych perspektyw jest jednocześnie w pełni trafna i… niepełna. Z czasem zrozumiałam, że ta różnorodność pojęciowa to nie błąd, który należy na siłę uprościć i zamknąć w jednej definicji. To naturalna konsekwencja faktu, że człowiek nie funkcjonuje w jednej, wyizolowanej warstwie doświadczenia. Nasze codzienne reakcje na otoczenie są efektem nakładających się na siebie, skomplikowanych procesów biologicznych, emocjonalnych i poznawczych.
W tym miejscu kluczową rolę odgrywa dla mnie psychologia środowiskowa (którą coraz częściej nazywam po prostu psychologią przestrzeni). Nie narzuca ona jednej, sztywnej metody projektowej. Zamiast tego pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób środowisko fizyczne wpływa na nasze zachowanie, podejmowane decyzje i ogólne samopoczucie. Stanowi ona idealny pomost między twardą nauką a intuicyjną praktyką projektową.
Dlaczego wybrałam podejście Design for wellbeing?
W swojej pracy jako projektantka świadomie zdecydowałam się na posługiwanie się terminem Design for wellbeing. Dlaczego? Ponieważ to określenie nie zamyka mnie w granicach tylko jednej metodologii. Pozwala mi swobodnie i holistycznie łączyć różne dziedziny wiedzy w spójną, funkcjonalną całość. To nie jest wyłącznie kwestia wyboru językowego – to spójna filozofia traktowania człowieka i przestrzeni jako systemu naczyń połączonych.
Wdrażając autorską metodologię, którą szerzej rozwijam w moim programie szkoleniowym Design for wellbeing, korzystam z dorobku wielu nauk:
- Neuroestetyka – uczy nas, że zanim zdążymy racjonalnie ocenić dane wnętrze, najpierw głęboko je czujemy.
- Neuroarchitektura – dostarcza dowodów na to, jak struktura budynku i układ pomieszczeń wpływają na nasz mózg i codzienne zachowania.
- Projektowanie biofiliczne (Biophilic Design) – odpowiada na naszą ewolucyjnie i biologicznie zakorzenioną potrzebę bliskiego kontaktu z naturą.
- Projektowanie sensoryczne – pozwala na świadome, uważne kształtowanie bodźców (dotykowych, słuchowych, wzrokowych), jakie odbiera nasze ciało.
- Projektowanie salutogenne – koncentruje się bezpośrednio na czynnikach wspierających zdrowie, odporność i aktywną regenerację organizmu.
- Neurodesign – integruje wiedzę z obszaru neuronauki z praktycznymi narzędziami projektowymi.
Równie istotnym filarem moich działań jest aspekt relacyjny, który nazywam Design for connection. Przestrzeń nigdy nie istnieje w próżni – zawsze funkcjonuje w kontekście relacji. To relacja z innymi ludźmi, z danym miejscem, ale też ta najważniejsza: relacja z samym sobą. Dopiero gdy połączymy te wszystkie elementy, wyłania się pełny obraz projektowania, które przestaje być jedynie zbiorem technicznych narzędzi, a staje się głębokim procesem rozumienia człowieka.
Jak nasze zmysły i układ nerwowy odczytują wnętrza?
To, co najbardziej fascynuje mnie w psychologii przestrzeni, to moment pierwotnego kontaktu z wnętrzem. Pierwsza reakcja nie zachodzi w naszej korze mózgowej – nie analizujemy wtedy stylu mebli, kompozycji czy prestiżu materiałów. Ta reakcja zachodzi na poziomie somatycznym, w ciele i w autonomicznym układzie nerwowym.
Gdy przekraczamy próg pomieszczenia, podświadomie i natychmiastowo reagujemy na:
- Światło – które może być miękkie i otulające (sprzyjające wyciszeniu) lub ostre i chłodne (stymulujące do działania).
- Dźwięk i akustykę – budujące tło akustyczne, które bezpośrednio decyduje o poziomie naszego wewnętrznego napięcia i stresu.
- Materiały i tekstury – których fakturę, miękkość czy temperaturę nasze receptory w skórze odczytują szybciej, niż zdążymy o nich pomyśleć.
- Zapachy – zdolne w ułamku sekundy aktywować układ limbiczny, przywołując poczucie głębokiego bezpieczeństwa lub alarmując o zagrożeniu.
Niezwykle ważne są także proporcje przestrzeni oraz jej ogólna struktura. Decydują one o tym, czy podświadomie czujemy się chronieni i osadzeni (potrzeba schronienia, tzw. refuge), czy też wystawieni na widok i pozbawieni punktów oparcia. Poziom uporządkowania lub wizualnego chaosu bezpośrednio przekłada się na naszą zdolność do koncentracji, pracy głębokiej oraz efektywnego odpoczynku. W psychologii przestrzeni określamy to jako całościowe, synergiczne oddziaływanie środowiska na dobrostan człowieka.
Teoria poliwagalna w projektowaniu wnętrz
W kontekście fizjologicznego wymiaru designu niezwykle bliska jest mi teoria poliwagalna (opracowana przez dr. Stephena Porgesa). Zakłada ona, że nasz układ nerwowy nieustannie prowadzi proces tzw. neurocepcji – bez udziału naszej świadomości skanuje otoczenie w poszukiwaniu sygnałów bezpieczeństwa lub zagrożenia.
Oznacza to, że odpowiednio zaprojektowane wnętrze może aktywnie wspierać proces samoregulacji. Może zapraszać nasz układ nerwowy do przejścia w stan zaangażowania społecznego i relaksu (aktywacja przywspółczulna). I odwrotnie – przestrzeń pełna chaosu, nadmiaru bodźców, złej akustyki lub zimnego oświetlenia może utrzymywać nas w chronicznym stanie walki lub ucieczki (aktywacja współczulna), nawet jeśli sami nie potrafimy wskazać bezpośredniej przyczyny naszego zmęczenia.
To właśnie w tym punkcie projektowanie wnętrz przestaje być wyłącznie estetycznym kaprysem. Staje się realnym, namacalnym narzędziem mającym wpływ na jakość naszego życia, zdrowie psychiczne i codzienne funkcjonowanie. To, co nas otacza fizycznie, bardzo szybko staje się integralną częścią naszego wewnętrznego krajobrazu.
Świadomie kształtuj swoją przestrzeń
Najbardziej inspirujące w tym wszystkim jest to, że przestrzeń nie jest czymś stałym i niezmiennym. To plastyczne narzędzie, które towarzyszy nam każdego dnia i na które mamy realny, bezpośredni wpływ. Możemy świadomie decydować o tym, jakie bodźce zapraszamy do swojego domu czy biura, bezpośrednio wpływając na to, jak się czujemy, jak pracujemy i jak głęboko regenerujemy się po intensywnym dniu. Zachęcam Cię do zobaczenia, jak te zasady przekładają się na rzeczywistość, przeglądając portfolio moich projektów wnętrz.
Design for wellbeing nie jest dla mnie kolejną przemijającą modą sezonową. To naturalny, konieczny kierunek ewolucji współczesnego projektowania wnętrz, wynikający z coraz głębszej świadomości tego, jak nierozerwalnie jesteśmy połączeni z naszym otoczeniem.
Możemy posługiwać się wieloma naukowymi nazwami, ale na samym końcu wszystkie one prowadzą nas dokładnie do tego samego punktu: do bezpośredniego, żywego doświadczenia człowieka w przestrzeni. I to właśnie to doświadczenie stanowi ostateczne, najważniejsze kryterium prawdziwej jakości każdego projektu.