Jeden dom, różne potrzeby

Jak to jest, że siedzimy w tym samym salonie, na tej samej kanapie, a każde z nas odpoczywa zupełnie inaczej? Jedna osoba chce włączyć muzykę i porozmawiać o całym dniu. Druga marzy, żeby przez chwilę nikt niczego od niej nie chciał. Ktoś zapala górne światło, bo lubi, kiedy jest jasno, a ktoś inny odruchowo sięga po małą lampę.

To zwykłe, codzienne sytuacje. Właśnie w nich widać jednak coś, o czym łatwo zapominamy podczas urządzania wnętrz: wspólny adres nie oznacza takich samych potrzeb.

Kiedy myślimy o domu, często zaczynamy od tego, co widoczne. Wybieramy kolory, oglądamy kanapy, zastanawiamy się nad układem kuchni. Chcemy, żeby wszystko do siebie pasowało. A przecież równie ważne jest pytanie, czy w tej przestrzeni znajdzie się miejsce na różne sposoby życia. Na rozmowę i ciszę. Na bycie razem i chwilę, w której możemy pobyć sami, bez tłumaczenia się z tego.

Wyobraźmy sobie wieczór. Jedna osoba wraca po dniu spędzonym przy komputerze i czeka na kontakt z domownikami. Druga ma za sobą kilka spotkań, rozmowy telefoniczne i jazdę przez zatłoczone miasto. Przez najbliższe pół godziny potrzebuje spokoju. Oboje chcą wrócić do domu i poczuć się dobrze, tylko w tej chwili oznacza to dla nich coś innego.

 

Łatwo wtedy o nieporozumienie. „Dlaczego znowu się zamykasz?”, „Czy ten telewizor musi cały czas grać?”. Za takimi zdaniami może stać potrzeba, której jeszcze nie potrafiliśmy nazwać. Warto więc przyjrzeć się również temu, jakie możliwości daje nam samo wnętrze. Czy możemy być blisko, a jednocześnie nie uczestniczyć we wszystkim, co dzieje się wokół?

Nasza osobowość jest częścią tej opowieści. Osoba bardziej introwertyczna może cenić spokojny kąt i możliwość wycofania się na chwilę, a ktoś o bardziej ekstrawertycznym usposobieniu chętnie wybierze miejsce w centrum domowego życia. Nie traktowałabym jednak tego jak gotowej instrukcji projektowania. Introwertyk może uwielbiać wspólne kolacje, a ekstrawertyk potrzebować ciszy po trudnym dniu. Dużo więcej niż sama etykieta powie nam rozmowa o tym, kiedy rzeczywiście odpoczywamy i co nam w tym przeszkadza.

Podobna uważność jest potrzebna, gdy w domu mieszka osoba z ADHD lub w spektrum autyzmu, również ktoś, kto posługuje się wcześniejszą diagnozą zespołu Aspergera. To odrębny temat od introwersji i ekstrawersji. Sposób odbierania bodźców może sprawiać, że światło, dźwięk czy faktura materiału nabierają szczególnego znaczenia. Dla części osób w spektrum coś, co pozostali ledwie zauważają, bywa bardzo obciążające; inne poszukują określonych doznań. Nie ma jednej recepty na wnętrze dla wszystkich.

Przy ADHD warto indywidualnie przyjrzeć się choćby rozpraszającym dźwiękom, oświetleniu i organizacji miejsca do skupienia. W projekcie możemy przełożyć tę rozmowę na konkret: ustalić, co powinno pozostać widoczne i łatwo dostępne, a co lepiej schować. Sprawdzić, czy biurko przy domowym ciągu komunikacyjnym rzeczywiście służy osobie, która przy nim pracuje. Zapytać, zamiast zakładać, że wiemy.

Dlatego tak ważne jest dla mnie, żeby rozmawiać o domu z każdym, kto będzie w nim mieszkał. Także z osobą, która podczas spotkania mówi najmniej albo na większość pytań odpowiada: „Mnie wszystko jedno”. Za tą odpowiedzią mogą przecież kryć się potrzeby, o które jeszcze nikt nie zapytał. Czy przeszkadza jej światło padające prosto w oczy? Czy lubi siedzieć przy oknie? Czy odpoczywa przy muzyce, czy dopiero wtedy, kiedy w domu robi się cicho?

Takie informacje mają bardzo konkretne konsekwencje projektowe. Kilka niezależnie włączanych lamp pozwala dopasować światło do różnych zajęć. Fotel ustawiony poza przejściem daje możliwość spokojnego czytania, kiedy reszta rodziny rozmawia przy stole. Przy otwartej kuchni warto zastanowić się, dokąd docierają dźwięki gotowania i sprzętów, zwłaszcza jeśli ktoś w tym samym czasie pracuje lub próbuje odpocząć. Czasem możliwość zamknięcia drzwi okazuje się jedną z najbardziej cenionych cech mieszkania.

Nie zawsze mamy do dyspozycji dodatkowy pokój. W mniejszej przestrzeni znaczenia nabierają ustawienie mebli i codzienne ustalenia. Możemy wyznaczyć spokojniejsze miejsce, odsunąć ekran od kącika do czytania, umówić się na czas bez telewizora w tle. Zasłona czy regał mogą dać poczucie wizualnego oddzielenia, choć nie zastąpią akustycznie osobnego pomieszczenia. Warto wiedzieć, jaki rodzaj komfortu chcemy dzięki nim uzyskać.

Jest jeszcze dotyk. Wybieramy tkaninę, bo pięknie wygląda na próbniku, ale czy każdy z domowników będzie chciał usiąść na niej w krótkich spodenkach? Czy miękki, puszysty dywan jest dla wszystkich przyjemny? Czy zapach, którym witamy gości, komuś z nas nie przeszkadza? Takie drobiazgi składają się na codzienne doświadczenie domu, dlatego dobrze jest je sprawdzić, zanim podejmiemy decyzję.

W podejściu Design for Wellbeing właśnie od tego zaczyna się projektowanie: od człowieka i jego doświadczenia przestrzeni. Estetyka pozostaje ważna, a dobór materiałów, światła i układu wnętrza zyskuje sens w odniesieniu do konkretnych osób. Piękny salon może przecież pomieścić zarówno duży stół do wspólnych spotkań, jak i zaciszny fotel, z którego przez chwilę będziemy tylko przysłuchiwać się rozmowie.

Nasze potrzeby będą się też zmieniać. Wraz z wiekiem, rytmem pracy, pojawieniem się dziecka, czasem po prostu z poziomem zmęczenia. Dlatego cenię wnętrza, które zostawiają nam możliwość wyboru i drobnych zmian. Takie, w których nie musimy codziennie dostosowywać się do jednego scenariusza.

Może więc przy najbliższej rozmowie o urządzaniu domu warto zapytać siebie nawzajem: „Co sprawia, że naprawdę dobrze ci się tutaj odpoczywa?”. I dać sobie czas na odpowiedź.

Bo każdy z nas powinien móc poczuć się u siebie. Także wtedy, kiedy potrzebuje czegoś innego niż pozostali.