AI zmieni zawód projektanta. Ale czy naprawdę nas zastąpi?

Od jakiegoś czasu coraz częściej słyszę pytanie, czy sztuczna inteligencja zastąpi projektantów wnętrz i architektów. I właściwie za każdym razem myślę sobie, że chyba zadajemy niewłaściwe pytanie, bo AI nie jest czymś, co dopiero nadejdzie i być może kiedyś zmieni naszą pracę. Ono już ją zmienia — i robi to znacznie szybciej, niż jeszcze kilka lat temu mogliśmy przypuszczać.

Potrafi wygenerować koncepcję wnętrza, przygotować wizualizację, znaleźć produkty, stworzyć kilka wersji tego samego pomieszczenia, pomóc w analizie dokumentacji czy wyszukiwaniu informacji. To, co jeszcze niedawno zajmowało nam kilka godzin, dzisiaj czasem możemy zrobić w kilkanaście minut. I jestem przekonana, że za chwilę możliwości te będą jeszcze większe.

Tylko że dla mnie najciekawsze pytanie brzmi zupełnie inaczej.

Jeżeli AI będzie potrafiła zrobić coraz więcej z tego, co do tej pory robił projektant, to co pozostanie naprawdę naszą kompetencją?

I paradoksalnie myślę, że odpowiedź wcale nie leży w technologii, tylko w człowieku.

Przez wiele lat w projektowaniu bardzo dużo uwagi poświęcaliśmy temu, co klientowi się podoba. Pytaliśmy o styl, kolory, materiały, oglądaliśmy inspiracje, tworzyliśmy moodboardy. Tymczasem im więcej uczę się o psychologii środowiskowej, neuroestetyce, neuroarchitekturze czy sensoryce, tym mocniej widzę, że pomiędzy tym, co człowiek mówi, że mu się podoba, a tym, czego rzeczywiście potrzebuje, może istnieć ogromna różnica.

Klient może pokazać nam pięćdziesiąt pięknych zdjęć z Pinteresta, ale nadal nie powiedzieć nam, że źle odpoczywa, że potrzebuje miejsca, w którym może się schować, że drażni go określony rodzaj światła albo że przy dużej liczbie bodźców bardzo szybko się męczy. Czasami nawet sam tego nie wie, bo przecież większość z nas nie analizuje świadomie, dlaczego w jednym wnętrzu natychmiast się rozluźnia, a z innego chce jak najszybciej wyjść.

I właśnie tutaj zaczynam widzieć przyszłość naszego zawodu.

Nie w konkurowaniu z AI o to, kto szybciej stworzy wizualizację, ale w znacznie głębszym rozumieniu człowieka, dla którego projektujemy.

Być może za kilka lat jednym z najważniejszych narzędzi projektanta nie będzie kolejny program do wizualizacji, tylko umiejętność prowadzenia naprawdę dobrej rozmowy. Takiej, podczas której nie pytamy wyłącznie: „co Ci się podoba?”, ale próbujemy dowiedzieć się: „jak żyjesz?”, „jak chcesz się tutaj czuć?”, „co Cię regeneruje?”, „co Cię przeciąża?”, „gdzie szukasz kontaktu z innymi, a gdzie potrzebujesz od nich odpocząć?”

Bo projektujemy przecież nie dla zdjęcia.

Projektujemy dla człowieka, który będzie w tej przestrzeni żył przez kolejne lata.

Paradoksalnie AI może sprawić, że projektant będzie jeszcze bardziej potrzebny

Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo mnie interesuje. Mamy dzisiaj dostęp do właściwie nieograniczonej liczby inspiracji, produktów i możliwości, a sztuczna inteligencja tylko tę liczbę zwiększy. Możemy poprosić ją o dziesięć wersji salonu, a za chwilę pewnie o sto.

Tylko czy naprawdę potrzebujemy stu możliwości?

Myślę, że coraz częściej będziemy potrzebowali czegoś zupełnie przeciwnego — mądrej selekcji.

Kogoś, kto spośród ogromnej liczby dostępnych rozwiązań potrafi wybrać to właściwe dla konkretnego człowieka i, co najważniejsze, potrafi powiedzieć, dlaczego właśnie to rozwiązanie jest dla niego dobre.

I tutaj dochodzimy do czegoś, o czym ostatnio bardzo dużo myślę — do odpowiedzialności projektanta.

AI może wygenerować odpowiedź, ale nie ponosi odpowiedzialności za to, jak człowiek będzie później funkcjonował w zaprojektowanej przestrzeni. Nie zna całego kontekstu jego życia, relacji, historii, potrzeb czy codziennych zachowań, jeśli sami jej tego kontekstu nie dostarczymy. Ostatecznie to człowiek interpretuje informacje, podejmuje decyzję i bierze za nią odpowiedzialność.

Dlatego mam poczucie, że w świecie coraz bardziej zaawansowanej technologii kompetencje jutra mogą okazać się zaskakująco ludzkie.

Umiejętność słuchania, obserwowania, zadawania właściwych pytań, rozumienia emocji i zachowań, odróżnienia deklarowanej zachcianki od rzeczywistej potrzeby, budowania zaufania i podejmowania świadomych decyzji stanie się równie ważna jak znajomość narzędzi technologicznych.

Może nawet ważniejsza.

Proximity is power

To zdanie zapisałam sobie ostatnio w notatniku: „Proximity is power”.

Im bardziej nasz świat będzie cyfrowy, zautomatyzowany i oparty na AI, tym większą wartość może mieć prawdziwa relacja z drugim człowiekiem. Rozmowa, podczas której ktoś rzeczywiście nas słucha. Ktoś, kto nie tylko przyjmuje odpowiedź, ale potrafi zadać kolejne pytanie. Ktoś, kto zauważy coś, czego sami jeszcze nie potrafimy nazwać.

I może właśnie dlatego nie boję się przyszłości projektowania.

Nie dlatego, że uważam, że AI niewiele zmieni. Wręcz przeciwnie — myślę, że zmieni bardzo dużo. Być może część naszej obecnej pracy po prostu przestanie istnieć.

Ale jednocześnie może zmusić nas do tego, żebyśmy wreszcie bardzo wyraźnie odpowiedzieli sobie na pytanie, czym naprawdę jest dobry projekt.

Dla mnie coraz mniej jest nim stworzenie pięknego obrazu, a coraz bardziej zrozumienie człowieka i przełożenie tej wiedzy na przestrzeń, która będzie wspierała jego codzienne funkcjonowanie, relacje, emocje i dobrostan.

I właśnie dlatego rozwijam Design for Wellbeing — bo wierzę, że przyszłość naszego zawodu będzie wymagała nie tylko znajomości nowych technologii, ale również znacznie głębszej wiedzy o człowieku.

AI będzie się rozwijać. I my również musimy.

Tylko być może nie w kierunku jeszcze szybszego projektowania.

Być może w kierunku jeszcze lepszego rozumienia ludzi, dla których projektujemy.